Co nas bulwersuje?!
Komunikacja miejska! Czasem aż korci żeby zdrapać rozkład, kiedy tak czekamy w nieskończoność na łaskę lub niełaskę autobusu…
…I weź tu się nie spóźnij…
Szczęśliwi czasu nie liczą- powiadają. Jednak często on sam nas goni. Każdy z Was nie raz pędził z wywieszonym językiem na przystanek, żeby zdążyć na uczelnie, do pracy czy gdziekolwiek indziej. I co? Przybiegacie zdyszani, spoceni, z rozwiana czupryna a tu autobusu brak. Minuty uciekają, zaczynają tłoczyć się ludzie, zerkając na siebie spod byka i nie daj Boże zaczyna padać. Czekacie źli, aż w końcu nadjeżdża Wasz „wybawiciel”. Tłum wtłacza się do środka niemal jak na dworcu w Tokio, brak tylko etatu dla przystankowego upychacza ludzi. Kiedy już stoicie, bo o siadaniu nie ma nawet mowy, jak te śledzie w beczce, ocierając się o współpasażerów (o zgrozo latem), nagle nadjeżdżają 2 autobusy tej samej linii – cale puste! Scenariusz nierzadki, prawda?
Problem tkwi w tym, że te dziesięć minut spóźnienia to czas względny i dla niektórych znaczy tyle, co nic, tudzież dla innych może przesądzić o odjeździe pociągu do domu czy zamknięciu drzwi na egzamin. Jeżdżąc autobusem 61 niestety bardzo często doświadczam takich sytuacji i owszem, rozumiem doskonale kongestie w godzinach szczytu, ale gdy czekając na przystanku kolejnym po pętli Podjuchy o pożądanej porze nic nie nadjeżdża, zastanawiam się czy kierowca delektuje się bułką czy może cos złego stało się czy tez inna jest tego przyczyna. Telefon do ZDiTM? „No, hmm… nie mamy żadnej informacji o awarii, tralalala”. Jak tu człowieka ma nie trafić szlag
?
Dworzec stacji DART w Dublinie- od czasu odjazdu pociągu miejskiego można wręcz nastawiać zegarek. Przystanek autobusowy w Londynie- prędzej za kierownicą powie Ci hello Królowa Elżbieta, niż spóźni się czerwony bus. Czy i u nas, w Szczecinie nie mogłoby tak być? Patrząc pod kątem rozwiązań, które zniweczyłyby ten problem, napotykamy się na duże koszty. System nawigacji satelitarnej, który wdrożyła już Warszawa czy Rybnik na Śląsku z pewnością sprawdziłby się lepiej od rozkładów jazdy – na tablicy świetlnej mielibyśmy dokładnie podany czas, w przeciągu którego przyjedzie oczekiwany autobus. Rzeszów, planując wdrożenie tej inteligentnej komunikacji miejskiej liczy się z kosztem około 310 mln zł. Mimo wszystko – miejmy nadzieje, ze prędzej czy później również się tego doczekamy. Otwarcie nowej linii? Tu przeszkodą na pierwszym miejscu jest biurokracja – konieczne byłoby poprzedzenie tego licznymi badaniami operacyjnymi, a stwierdzenie ewidentnej potrzeby utworzenia nowej linii musiałoby mieć więcej, niż spekulacyjne podłoże.
Myślę, że i tak opracowany przez właściwych ludzi, rozkład jazdy oparty jest na potrzebach użytkowników, wiec póki co najlepszym rozwiązaniem byłyby po prostu punktualnie przyjeżdżające autobusy. Przecież należy się to nam – płacącym za przejazdy.
No chyba, że wolicie, jak ten zbłąkany pasażer jeździć na gapę.:)
Czytaj także:
Akcja ruszyła 6 grudnia. Jest to pomysł KNM na pomoc dzieciom z Domu Dziecka. Akcja została podzielo...
Muzyka latynoamerykańska w Kontrastach rozbrzmiewa co weekend już od ponad 16 lat. Ludzie przychodzą...
W dniach 19 listopada do 4 grudnia to hanzeatyckie miasto po raz 13. zanurzy się w atmosferę polskie...













