„Gdybym nie był sobą, chciałbym być sobą.” – twierdzi W.C. Ostatnio zawitał do Szczecina, gdzie udzielił wykładu dla studentów. Z tej okazji publikujemy wywiad-rzekę, w którym globtroter opowiada o swojej pierwszej pracy, pasjach, marzeniach i o swoim sposobie na studiowanie…
Komediant, birbant, leser, który nawet sekundy nie pracował na etacie, a którego życie przypomina ciągłe wakacje – tak pan o sobie mówi. Jak się panu udało osiągnąć tak wiele bez ciężkiej pracy?
WC: Pracuję ciężko, ale jak do tej pory zawsze udawało mi się wybierać takie zajęcia, które są jednocześnie frajdą. No i wówczas zmęczenie po pracy jest… miłe, tak jak zmęczenie po meczu piłkarskim rozegranym z kolegami dla przyjemności. A więc męczę się pracując, w podobny sposób jak inni męczą się chodząc po górach, czy jadąc rowerem na wycieczkę.
Taki sposób na życie to zamierzony cel, czy też splot korzystnych wiatrów i pływów życiowych?
WC: Jestem leniem, natura obdarzyła mnie inteligencją, a zatem celuję tak, by życie upływało mi na przyjemnościach i by mi ktoś za te przyjemności płacił. Szczęście oczywiście też ma znaczenie… No owszem mam w życiu szczęście, nie da się zaprzeczyć. Mam nosa do interesów i zwyczajnie stać mnie na to, żeby w ogóle nie pracować jeślibym nie chciał. W takiej sytuacji człowiek wybiera sobie robotę, która mu sprawia przyjemność, a potem jak się znudzi to tę robotę bez strachu rzuca i szuka sobie innej bardziej interesującej.
Zarabia pan na dziennikarstwie, książkach, prowadzeniu wypraw do dzikich regionów świata. Jak pan z początku godził podróżowanie ze zdobywaniem pieniędzy na wyprawy?
WC: Ja przede wszystkim zarabiam robiąc interesy, mam nieruchomości, wynajmuję powierzchnie biurowe, prowadzę firmy… Pieniądze zarabiałem od dziecka, bo uważałem, że jak się ma swoje, to nie trzeba prosić rodziców o pozwolenie na zakup kontrowersyjnego roweru, czy stereo. Moje to moje, więc zarabiałem sobie: na Boże Narodzenie wiązałem ludziom choinki sznurkiem na bazarze, zbierałem szkło, handlowałem dolarami (nielegalnie), pracowałem na czarno za granicą, szmuglowałem bawełniane gacie z Meksyku w czasach, kiedy w Polsce to był towar trudno dostępny… No pracowało się tu i tam. Przed maturą filmowałem wesela i komunie na kamerze wideo… Organizowałem dyskoteki…
No to jednak z pana pracuś, a nie leń. I to od młodości. A to nazywanie siebie leniem i birbantem wynika tylko z przekory, albo kreowania wizerunku medialnego – zgadłem?
WC: Nie zgadł Pan. Leniem jestem, pracować nie cierpię i dlatego właśnie szukam roboty łatwej i przyjemnej a przy okazji wysoko płatnej. Wtedy mogę pracować krótko i zarobić tyle, że starcza mi na długi okres leniuchowania.
Pierwsze pieniądze otrzymane za wykonaną pracę. Czy pamięta pan sposób ich zdobycia i smak wydania?
Miałem lat 5. Stryjek wynajął mi wózek drewniany (musiałem mu zapłacić złotówkę), a potem jeździłem po lesie i zbierałem butelki. Po południu las był posprzątany a u stryjka przed samochodem leżała sterta flaszek, którą zawieźliśmy do skupu. A „smak wydania”, jak to Pan nazwał…. Smakowało pysznie, bo za to co mi zapłacili natychmiast kupiłem do stryjka ten wózek. I to był mój pierwszy samodzielny biznes – sprzątanie lasu z butelek. Robiłem to przez 2 lata do szkoły podstawowej. Pierwszy dzień w szkole był tragedią, bo nie mogłem iść na butelki i… NIC NIE ZAROBIŁEM TEGO DNIA!!! Taaak, szkoła w pierwszym okresie przynosiła mi wymierne straty i pogorszenie standardu życia, potem nauczyłem się handlować pączkami na dużej przerwie.
Jak wygląda dzień Wojciecha Cejrowskiego w Polsce, a jak w Ameryce Południowej?
Podobnie: wstaję codziennie o 6 rano, czasami wczesniej. Jeśli jeszcze jest ciemno, siadam przy ognisku (w Polsce przy kominku). Jeśli zaś wyszło słońce, siadam w słońcu. Piję mate i czytam przez około dwóch godzin. Najpierw Stary Testament i Psalmy, ale… obawiam się, że nie będzie mi to zaliczone jako modlitwa, bo czytam dla przyjemności. Naprawdę lubię Stray Testament – to moja Księga. A psalmy w dobrych tłumaczeniach to po prostu poezja, czyli frajda do potęgi. Lubię te klasyczne tłumaczenia Kochanowskiego, czasami sięgam po tłumaczenie Miłosza, ale… gorsze. Doskonałe, ale gorsze. Po Starym Testamencie sięgam po coś współczesnego. Moim ulubionym pisarzem jest Terry Pratchett, a ulubionym gatunkiem science fiction. Kiedy mate przestaje smakować, siadam do pisania, a potem mam różne sprawy i tak przez cały dzień do wieczora. Spać chodzę wcześnie.
Ok, ale czy za tym podróżowaniem nie kryje się coś głębszego: dziecięce marzenia, jakaś książka, która wybiła piętno na rozwijającej się osobowości, przypadkowy wyjazd, porzucenie przez tirowca gdzieś w Europie i survival po tym… Może są jakieś inne, mniej banalne przyczyny podróżowania?
WC: Nie, nie ma. Jako dziecko nie czytałem książek. Zacząłem dopiero w stanie wojennym, kiedy za czytanie wydawnictw bez cenzury groziło więzienie. Przedtem tylko handlowałem książkami i traktowałem je jako towar – źródło niezłego dochodu, a nie źrodło przyjemności.
„Nie planować” to pana przepis na życie. Bo gdy się planuje i coś nie wyjdzie, to człowiek będzie żałował – tak pan to argumentuje. A zdarzyło się panu, by żałował pan braku planów?
WC: Nie. Nigdy nie żałowałem, że nie mam planów – wtedy życie jest wieczną niespodzianką.
Kilkadziesiąt wypraw do 50 krajów, chyba w sumie już kilkanaście lat w dżunglach i na pustyniach, rzekach, w miastach, gdzie pachnie yerba mate. Czy z tego zgiełku przygód, przeżyć, chwil zapamiętanych, wyłania się jakaś jedna, która szczególnie panu utkwiła w pamięci?
WC: W tym co robię nie ma zgiełku. Zgiełk i pośpiech jest tutaj, kiedy wracam w odwiedziny do Starego Kraju, a tam… tam jest cisza, leniwy czas, popołudnia pachnące dojrzewającym w ogrodzie ananasem. Mój koleżka Indianin powiedział mi kiedyś: „Wiesz gringo, wy macie zegarki, a my mamy czas.” Miał rację – WY tutaj macie zegarki, a my tam mamy czas. Oto ta chwila, o którą Pan pytał. Bo to była chwila zmiany w moim życiu. Zdjąłem zegarek i podałem Indianinowi ze słowami: „Daj go komuś, kogo bardzo nie lubisz”. A on mi na to: „Nikogo nie nie-lubię aż tak bardzo.” Wtedy wrzuciłem zegarek do kanalizacji.
Dobre! A co to był za zegarek?
WC: A bo ja wiem?? Ja nigdy nie przywiązywałem wagi do marek i brandów. Za to bardzo istotny jest dla mnie kolor, albo zapach… Kiedy szukałem nowego samochodu na pytanie sprzedawcy jaki ma być odpowiadałem, że żółty – nic innego mnie nie obchodziło. A tamten zegarek był zielony – tyle wiem.
Pewien Indianin powiedział panu „Wy biali macie zegarki, a my mamy czas” oddałeś wtedy swój ostatni zegarek. Co się zmieniło od tamtej pory, co robisz z „tym” czasem?
Przestałem się spóźniać, bo przychodzę na oko, czyli wcześniej, a nie na styk. Przestałem się irytować na spóźnialskich bliźnich, bo nie zauważam, że są spóźnieni.Bliźni zaczęli mnie przepraszać za swoje spóźnienia, bo skoro ja się nie irytuję, to im podwójnie głupio. I mam więcej czasu na czytanie – kiedy przychodzę za wczesnie, wyciągam książkę i nie czekam, tylko czytam.
„Wy biali macie zegarki….” – tę sentencję już słyszałem. A jakie inne mądrości poznał Pan dzięki Indianom?
WC: Ma Pan czas do listopada? W takim przypadku zdążyłbym wyliczyć mniej więcej wszystkie.
Do listopada nie mam czasu więc spytam o coś innego. Kapuściński ponoć 5 razy stawał przed plutonem egzekucyjnym. W wyprawach do dzikich zdarzały się panu też sytuacje, w których ocierał się pan o śmierć?
WC: Zdarzają się czasami. Ale pluton egzekucyjny… tylko raz, w Gwatemali i składał się z jednego karabinu przystawionego do karku. Narobiłem wtedy ze strachu w spodnie.
I jakie to potem rodziło w panu przemyślenia?
WC: Staram się nie myśleć o takich nieprzyjemnych rzeczach.
Mieszka pan z dzikimi plemionami w Amazonii, które z białymi mają tyle styczności, co ze śniegiem. Jak się do takich ludzie dociera?
WC: Najpierw dwa tygodnie łodzią w górę jakiejś małej rzeki, a następnie kilka dni piechotą. Trzeba mieć indiańskiego przewodnika, który zna kilka indiańskich języków, umie polować i ma u swoich pobratymców na tyle duży autorytet, by wprowadzic mnie bezpiecznie do wioski, a potem… bezpiecznie wyprowadzić. Bo trafić do Dzikich jest łatwo, trudniej trafić z powrotem.
Człowiek z niewielkim doświadczeniem w podróżowaniu ma szanse, by dotrzeć do takich miejsc?
WC: Nie ma. Nawet mnie, po 23 latach treningu udaje się tylko jedna wyprawa na trzy, cztery…
Na Amazonce buduje pan ponoć barkę na której chce zamieszkać. Czy to jedyne marzenie podróżnika, czy też są jeszcze inne?
WC: Mam całe stosy marzeń. Na tym to polega, to o czym rozmawialiśmy na początku. To jest kwestia statystyki – jak Pan ma jedno marzenie, to jest spora szansa, że się nie spełni, ale jak Pan ma ich tysiące, to co chwila spełnia się któreś z nich. Właśnie na tej zasadzie mi się wciąż udaje realizować marzenia – stosuję teorię wielkich liczb i odrobinę wiedzy na temat statystyki.
A teraz seria krótkich pytań:
Życiowe motto
Dziesięć przykazań – one odpowiadają na wszystkie moje pytania i rozterki.
Internet to dla mnie…
miejsce pracy…
Nie wierzę…
w socjalizm i państwo opiekuńcze. W boskość Buddy. W niewinność polityka. W szczerość Japończyka. W uspokajające walory gry w Chińczyka. W równość. W sprawiedliwość tu na ziemi. W istnienie skutecznego środka odstraszającego moskity. W to, że Unia Europejska jest dobrą drogą, a demokracja najlepszym systemem. W ulgi, koncesje i dopłaty. W znieczulenie u dentysty. W ucziwość mechaników samochodowych w Warszawie. W… w całą masę różnych rzeczy i zjawisk, czyli podobnie jak Wy. Ważne, by nasza niewiara nie była zawistna. Ważne też by miała swoją antytezę.
Gdybym nie był sobą, chciałbym być…
Doprawdy nie wiem co powiedzieć, bo ja jestem w sobie szczęśliwy. I gdybym nie był sobą, chciałbym być sobą. To ogromna frajda być Wojciechem Cejrowskim! Facet ma fajowe życie!!!
Najważniejszy wynalazek ludzkości
Garnek. (Oczywiście przy założeniu, że garnkami są także takie przedmioty jak: nocnik, hełm wojskowy, itp.)
Najbliższym z czterech żywiołów jest mi…
Bóg. On jest wszystkim, a więc także żywiołem. Wszystkimi na raz! (…ale gdybym miał się ograniczyć do sztampy zapisanej w tym pytaniu, to… Ogień. Wiele godzin spędzam przy ogniu – w dżungli ogień jest moim codziennym towarzyszem, a i w Polsce co rano palę w kominku. A potem siedzę naprzeciw ognia i myślę, modlę się, czytam, popijam mate… Tak, ogień jest moim kompanem i bratem.)
Najważniejszym dniem w moim życiu był…
To chyba oczywiste – dzień moich narodzin. Wszystkie inne dni były już tylko jego konsekwencją. (Ale gdyby Państwo zapytali o dzień najbardziej dramatyczny, najpiękniejszy, najprzyjemniejszy, najgorszy, najlepszy… wówczas miałbym do powiedzienia coś mniej oczywistego. Cóż – jakie pytanie, taka odpowiedź.)
Wojciech Cejrowski od 20 lat organizuje wyprawy w najdziksze zakamarki naszej planety. Dociera tam, gdzie nie docierają inni. Odwiedził 40 krajów na 6 kontynentach. Najczęściej jeździ do Amazonii. Zawsze w konkretnym celu: by ostatnich wolnych Indian ocalić od zagłady i zapomnienia. Tworzy dokumentację ginących plemion i ludów pierwotnych. „Początkiem każdej mojej wyprawy jest koniec jakiejś drogi na mapie, koniec rzeki, koniec państwa, koniec cywilizacji… Koniec, to świetny początek czegoś interesującego. I oto odpowiedź na nie zadane pytanie – czego właściwie szukam na mapach? Szukam końców naszego świata. Szukam drugiego końca globusa. Szukam miejsc, gdzie kończy się mapa” – mówi Wojciech Cejrowski.
Czytaj także:
Podczas tegorocznego święta studentów usłyszymy najlepszych polskich wykonawców. Nie zabraknie gwiaz...
Regina Wypych jest jedną spośród 60 Beneficjentów realizowanego w Szczecinie przez firmę Faber Consu...
Dni Morza 2011 w Szczecinie odbędą się w dniach 10-12 czerwca. Impreza, jak co roku, będzie miała mi...














