Wszędzie wokół słychać tylko sesja i sesja. A tymczasem wakacje za pasem! Wielu z nas snuje już pewne plany na ten okres, przegląda oferty biur podróży. Jaki jest jednak najlepszy sposób na poznanie świata? Jednym z nich jest z pewnością podróżowanie autostopem. Postanowiłam porozmawiać z Michałem – studentem II roku dziennikarstwa i autostopowiczem – o magii życia wędrowniczego.
Skąd wziął się u Ciebie pomysł zostania autostopowiczem – wędrowcem?
Michał: Tak naprawdę nigdy nie przyszedł taki moment, kiedy stwierdziłem „od dziś będę podróżował autostopem”. Myśl ta rosła cały czas, od pierwszych książek, które przeczytałem. Tutaj wielkie ukłony dla Kingi Choszcz i Radosława „Chopina” Siudy, którzy napisali pierwszą książkę o podróżowaniu stopem – „Prowadził nas los”. Po jej przeczytaniu zapaliła się w mojej głowie lampka, że taka wyprawa mogłaby być niesamowitą przygodą.
Dla kogoś, kto nigdy nie jechał „na stopa” najgorszy będzie ten pierwszy raz. Jak go wspominasz? Obawiałeś się czegoś? Gdzie się w ogóle wybrałeś do tej pory?
M: Mój pierwszy autostop był ze Szczecina do Poznania i trwał 6 godzin (śmiech). Jak to opowiadam moim znajomym to dziwią się, że po tym nie zrezygnowałem. Może to śmieszne, ale bałem się, że nadejdzie taki moment w samochodzie, ze zapadnie cisza i będę się z tym głupio czuł, albo że wyląduję na jakiejś wiosce i nie będę mógł się z niej wydostać. Ale w sumie, w Polsce, to nie było aż takich rozterek. Na początku pojechałem do Czech, później była Turcja i Iran. Gdy jechałem do Iranu to starałem się poznać trochę te kraje po drodze – Słowację, Serbię, Bułgarię i Węgry. Podczas ostatniej majówki zwiedziłem Chorwację oraz Bośnię i Hercegowinę.
Dlaczego wybrałeś akurat taki sposób przemieszczania się? Nie było by wygodniej wsiąść do autokaru tudzież samolotu w pkt. A i wysiąść po kilku godzinach w pkt. B?
M: Przez ten czas między pkt. A i B chyba zanudziłbym się na śmierć. Podróżowanie stopem jest o tyle niesamowite, że poznaje się wielu ludzi, ich kultury. Nawet w Polsce, każdy region jest inny. Poznając ludzi poznajesz ich zwyczaje, kulturę, muzykę, jedzenie – co dla mnie – jest niezwykle istotne (śmiech).
Autostop, mimo wszystkich swoich zalet, jest bardzo niepewnym i niebezpiecznym środkiem transportu. Spotkało Cię w drodze coś niemiłego?
M: Na szczęście nic złego nigdy mnie nie spotkało. Od znajomych, którzy już długo podróżują, niektórzy nawet 10 lat, też nie słyszałem o takich sytuacjach. Wiadomo, że zdarzają się wypadki, ale mogą one zdarzyć się przecież zawsze i wszędzie i przed tym nie da się uchronić.
Wiadomo, że nie jest się w stanie całkowicie wyeliminować zagrożenia, ale pewne środki bezpieczeństwa należy przedsięwziąć. Jak próbujesz uchronić się przed ewentualnym niebezpieczeństwem?
M: Najważniejsze jest pierwsze wrażenie, jakie wzbudza kierowca samochodu. Trzeba zaufać własnej intuicji. Gdy ktoś wydaje mi się niepewny lub nawet zdarza się, że jest pod wpływem alkoholu, to wtedy mówię „Dziękuję, ja jednak jadę w inna stronę”. Od Irańczyka dostałem kiedyś nóż, który ma mnie chronić przed złymi ludźmi. Od tej pory jest niezastąpiony przy obieraniu ogórka (śmiech).
Okazja czyni złodzieja, a autostopowicze są dla nich świetnym celem. Co robisz, żeby zminimalizować ryzyko rabunku? Stosujesz jakieś sztuczki? Masz specjalne skrytki?
M: Najważniejsze rzeczy – pieniądze i dokumenty – chowam gdzieś pod ubraniami. Gdy ktoś sypia pod namiotem, to wiadomo, że plecak musi trzymać pod głową. Plecak jest bowiem, przez ten czas podróży, naszym całym domem.
Porozmawiajmy o przygotowaniach, gdyż jest to zapewne ogromne przedsięwzięcie logistyczne. Wybór odpowiedniej trasy może być decydującym czynnikiem powodzenia wyprawy. Jak wybierasz miejsce podróży?
M: To zależy. Jeśli mam sprecyzowane, co chciałbym po drodze zobaczyć, to planuję to sobie. Tak naprawdę trudno ustalić dobrą trasę, bo w trakcie jazdy cały czas to się zmienia. Stałym punktem podróży jest Słowacja ze względu na bardzo otwartych i przesympatycznych ludzi.
Jak wyglądają Twoje przygotowania do wyjazdu? Musisz być przecież gotowy na każdą okoliczność, a nie możesz zabrać zbyt dużo. Co musi koniecznie znaleźć się w plecaku autostopowicza?
M: Mam listę takich rzeczy, które muszę ze sobą zabrać. Są to na pewno namiot, karimata i śpiwór. Ten ekwipunek daje dużą swobodę. Mogę się zawsze zatrzymać, kiedy chcę i gdzie chcę. Oczywiście ubrania, chociaż znikomą ilość, i wygodne buty. Niezwykle ważny jest dobry plecak, bo przecież kilkanaście godzin na dobę dźwigam go na plecach i nic nie powinno mnie uwierać. Wożę także kubek, żeby dodać sobie siły chińską zupką.
Kluczową sprawą w łapaniu stopa jest wybór dobrego miejsca. Masz takie sprawdzone miejsca? I jak zatrzymujesz auta? Masz na to jakąś technikę?
M: „Wylotówki” z miast. Najważniejsze, żeby to nie była autostrada lub droga ekspresowa, bo tam auta nie mogą stawać, a także jest dość niebezpiecznie. Myślę przede wszystkim o tym, żeby samochód mógł się zatrzymać. Świetne są do tego zatoczki autobusowe. Jeśli wiem, gdzie zmierzam, to stosuję tabliczkę, a gdy nie mam sprecyzowanej drogi, to wyciągam z gracją kciuk. Najlepsza metodą jest założyć w nocy kamizelkę odblaskową – wtedy kierowcy myślą, że to pomoc drogowa i się zatrzymują.
W trakcie jazdy rozmawiasz z kierowcami? O czym?
M: Po pierwszych minutach w samochodzie można domyślić się, czy ktoś jest chętny do rozmowy czy nie. Są takie osoby, że po wejściu do auta włączają głośną muzykę i wtedy wiadomo, że nie mają ochoty na konwersację. Zwykle jednak ludzie są bardzo otwarci. Zatrzymują się najczęściej osoby, które same kiedyś tak podróżowały lub po prostu są w długiej trasie i chcą sobie umilić czas rozmową z kimś.
Podczas takiej podróży spotykasz zapewne wielu ciekawych ludzi. Pamiętasz kogoś szczególnie?
M: Są takie osoby. Głównie pamiętam te, z którymi się świetnie rozmawiało. To ciekawe, ale jak zawsze jadę trasą Warszawa – Kraków to spotykam bardzo przyjaźnie nastawione osoby. Ostatnio właśnie jechałem z takim panem, który miał niezwykle pozytywny ogląd na świat. Raz, w Turcji, kierowca tira zaprosił mnie do swojego domu. Wieczorem zorganizowali grilla. Myślałem, że to z okazji czyichś urodzin, a ja nie mam upominku. Okazało się, że to wszystko zrobili dla mnie! To było bardzo miłe. Na koniec kupili mi w prezencie bilet do Istambułu. Tacy ludzie na zawsze zostaną w mojej pamięci.
Gdzie planujesz najbliższy wyjazd?
M: Na pewno nie ciągnie mnie do Europy Zachodniej. Chciałbym zwiedzić Litwę, Łotwę i Estonię oraz Ukrainę, Mołdawię i Gruzję – to są moje główne cele. Ale co będzie, czas pokaże. Może dzień przed wyjazdem dokonam spontanicznego wyboru.
Dziękuję bardzo za rozmowę i życzę Ci szerokiej drogi i wielu dobrych „okazji”.
M: Dzięki
Czytaj także:
Już w najbliższy weekend rozpocznie się kolejny rajd Baja Poland. Tym razem na uczestników rajdu cze...
Już dziś we Free Blues Clubie zapanuje muzyka rockowa. Wszystko za sprawą szczecińskich muzyków - Da...
Już w ten weekend wielka gratka dla wszystkich szczecińskich miłośników muzyki! W niedzielę w klub...













