Gdzie się podziali „brązowi chłopcy”? cz.2

Oto druga część małego „śledztwa” na temat obecnego życia piłkarskiego byłych juniorów Pogoni, którzy 3 lata temu zdobyli brązowe medale Mistrzostw Polski. W poprzedniej części przybliżyliśmy zawodników, którym po turnieju...

Oto druga część małego „śledztwa” na temat obecnego życia piłkarskiego byłych juniorów Pogoni, którzy 3 lata temu zdobyli brązowe medale Mistrzostw Polski. W poprzedniej części przybliżyliśmy zawodników, którym po turnieju finałowym wiodło się lepiej od reszty kolegów. Niestety teraz przyszła pora na zmarnowane talenty.

Jak łatwo policzyć, 10 zawodników – lepiej lub gorzej – ale odnalazło się w seniorskiej piłce. Natomiast w tym miejscu rozpoczyna się wytykanie tych, którym się nie udało. Na pierwszych miejscach tej listy uplasowali się dwaj obrońcy – Adrian Kamień i Jakub Zawadzki (obaj z rocznika 89). Kamień na czas baraży i mistrzostw, podobnie jak Rydzak, był prawdopodobnie w życiowej formie. O ile Rydzak ciągnął grę z przodu, o tyle Kamień trzymał tył. Był jak dobrze skonstruowana maszyna, której zadaniem jest naprawa pomyłek kolegów. Jako środkowy obrońca robił wszystko, aby tylko drużyna nie straciła bramki. Biegał, walczył, wybijał, przerywał, rozgrywał. Grał po prostu fenomenalnie. Wygrywał głowy, jeździł na tyłku po całej szerokości i długości boiska. Zalazł mocno za skórę piłkarzom z Gdyni, Kielc czy Zabrza. Kapitalnie zagrał w barażach o wejście do finału a w samym finale zaprezentował się jeszcze lepiej. Po mistrzostwach miał propozycję z drużyn Ekstraklasy, jednak wybrał grę w Pogoni. Plotki głoszą, co jest bardzo smutne, że kierownictwo Dumy Pomorza zachowało się bardzo nieelegancko w stosunku do młodego defensora. Jeśli te informacje są prawdą, to „nieelegancko” jest grubym niedopowiedzeniem. Obiecano mu grę w pierwszym zespole, i tylko pod tym warunkiem Kamień postanowił pozostać w Szczecinie. Tymczasem, tuż po podpisaniu kontraktu, oznajmiono mu, że jest wypożyczony do 3 – ligowej Regi Trzebiatów. Tak naprawdę obrońca już nigdy nie wrócił do Szczecina a obecnie gra w klasie okręgowej w Morzycku Moryń. Istnieje ogromne prawdopodobieństwo, że właśnie wtedy, w 2008 roku, kariera tego chłopka legła w gruzach. Oczywiście nie ma gwarancji, że w innym klubie wywalczyłby sobie miejsce, jednak gra w Ekstraklasie czy nawet Młodej Ekstraklasie dałaby mu większą możliwość rozwoju niż walka w 3 lidze. Być może wyrządzono mu ogromną krzywdę, jednak tego się już nigdy nie dowiemy. Biorąc pod uwagę, że środowisko piłkarskie to niewielka grupa i takie wiadomości szybko się rozchodzą, nie należy się dziwić, iż tacy zawodnicy jak Paweł Lisowski, Bartosz Flis czy Adrian Krysian woleli szukać szczęścia gdzieś w Polsce, a nie tuż pod nosem w Szczecinie. Wracając  do niespełnionych zawodników, teraz czas na Zawadzkiego. Podobnie jak Kamień, biega w okręgówce – w GKS-ie Mierzyn. Wtedy razem z Rydzakiem grali regularnie w pierwszym zespole. W tamtym okresie należał do najlepszych prawych obrońców w lidze (na mistrzostwach grał jako prawy pomocnik). Pewny w defensywie i skuteczny w ofensywie. Zapisał na swoim koncie ogromną liczbę asyst. Jego dośrodkowania siały popłoch w szykach obronnych przeciwnika. Niestety, tak samo jak Rydzak, obecnie jest na równi pochyłej. Następny sezon spędził jeszcze w 2 – ligowej Pogoni, jednak zagrał w jedynie 8 spotkaniach. Naturalną koleją rzeczy była zmiana klubu. Odszedł do Kotwicy Kołobrzeg, gdzie jednak również się nie sprawdził, a obecnie hasa po pastwiskach w „okręgówce”.

Słabiutko

Kolejnym niespełnionym talentem jest obrońca, Radosław Gluza (1990 r.). Razem z Kamieniem tworzyli duet środkowych defensorów. Jako 18 – latek zadebiutował w pierwszym zespole Pogoni, wiązano z nim spore nadzieje. Niestety obecnie nie trzyma w kupie obrony Portowców czy chociażby jakiejś innej „poważnej” drużyny. Gluza gra w 5 lidze w klubie z rodzinnego miasta – Osadniku Myślibórz. W jego przypadku można szukać usprawiedliwienia w kontuzji, z tym, że już przed nią (będąc na wypożyczeniu w Piaście Choszczno) prezentował dyspozycję daleką od ideału, więc jest to teoria ciut naciągana. Kolejnym zmarnowanym piłkarzem jest Tomasz Janiszewski (1989 r.). Wysoki, silny i szybki napastnik, a także skrajny pomocnik. Nie zawsze był podstawowym zawodnikiem u Dymkowskiego, jednak w seniorach radził sobie co najmniej nieźle. Po finałach, na rundę zakotwiczył w 4 – ligowym Wybrzeżu Rewalskim Rewal, ale szybko został wypatrzony przez Ruch Chorzów, gdzie spędził następna rundę. Potem był jeszcze przez chwilę w Młodej Lechii Gdańsk, a następnie trafił do Regi Trzebiatów. Ostatnie pół roku grał ponownie w Rewalu, jednak po upadku tego klubu wybrał łatwiejszy zarobek w A – klasowym Pomorzaninie Przybiernów. Należy uszanować wybór zawodnika, szkoda jednak zmarnowanych umiejętności i braku ambicji. Razem z nim, do obecnego wicelidera A – klasy (bardzo zaszczytny tytuł)  trafił kolejny medalista – Damian Kaszuba (1989 r.). Środkowy pomocnik nigdy nie przejawiał takiego talentu jak Janiszewski, więc szkoda nie jest tak wielka. Natomiast na pewno żal Mariusza Kieliszka (1989 r.). Kłopoty świetnie wyszkolonego technicznie zawodnika zaczęły się wraz z objęciem funkcji trenera przez Dymkowskiego. Były napastnik Arki, Widzewa i Pogoni niechętnie na „Kielicha” stawiał, co wpływało na jego psychikę. A na potwierdzenie, że umiejętności na pewno miał duże, można przywołać  fakt, iż Kieliszek jako nastolatek z powodzeniem grał w Ekstraklasie futsalu w Pogoni 04 Szczecin. A każdy, kto widział kiedyś mecz na hali, bądź sam w nim uczestniczył wie, że trzeba sporo umieć, aby sobie tam poradzić. Obecnie Kieliszek gra również w A – klasie (o, losie!), tylko że w Bałtyku Międzywodzie i niestety, patrząc na jego grę, trudno dostrzec dawnego „Kielicha”. Można by jeszcze długo wymieniać, ponieważ w tamtym sezonie przez Pogoń przewinęło się około 30 nazwisk, jednak nawet dla zapalonych fanów piłki w regionie, byłby to tylko ciąg nic nieznaczących nazwisk, więc szkoda czasu.

Coś nie tak

Niestety, pokoleniu Pogoni 89 bliżej do miana zmarnowanego, niż spełnionego. Nie może być tu tłumaczeniem słaba kondycja klubów w regionie, albowiem medaliści z tego samego sezonu – ówcześni juniorzy młodsi Salosu Szczecin – radzą sobie o wiele lepiej. Szkoda jest tym większa, że kibice na pewno woleliby widzieć wychowanków na boisku, niż zawodników sprowadzanych nie wiadomo skąd i nie wiadomo po co (patrz: Andre Gwaze). Słyszałem parokrotnie, jakoby sieć skautingu Pogoni była słaba, że nie wyłowiła chłopaków z pobliskich Polic czy Stargardu. A może sedno leży gdzie indziej? Może to nie wina łowców talentów, a atmosfery wokół młodej Pogoni, która w jakiś sposób psuje zawodników? Sprawia, że nie radzą sobie w dorosłej piłce? To są tylko moje przypuszczenia, jednak patrząc np. na grę Pawła Lisowskiego (medalista z Salosu) czy Rafała Janickiego (wychowanek Chemika Police) w Ekstraklasie i słysząc o grze chłopaków z Pogoni w „okręgówkach” taka myśl sama pcha się do głowy, nieprawdaż?

Photo by olsniewajacy

Czytaj także:

avatar

O redakcja

Redakcja ArcyPortalu to zespół dziennikarzy-studentów, którzy z wielkim zaangażowaniem piszą artykuły o wszystkim co szczecińskie i studenckie.