Juwenalia przez podwójne H!

Kolejny dzień studenckiego święta już za nami. W piątkowy wieczór szczecińską Łasztownię rozbujały rytmy hip-hopowe. O czym na pewno długo po zakończeniu koncertu nie zapomnimy? Za co organizatorom należą się...

Kolejny dzień studenckiego święta już za nami. W piątkowy wieczór szczecińską Łasztownię rozbujały rytmy hip-hopowe. O czym na pewno długo po zakończeniu koncertu nie zapomnimy? Za co organizatorom należą się brawa, a za co nagana? Który z wykonawców okazał się, naszym zdaniem, niekwestionowaną gwiazdą wczorajszej imprezy i dał z siebie najwięcej? Zapraszamy do przeczytania naszej relacji!

Tradycyjnie każdy juwenaliowy koncert rozpoczynamy od odstania kilkunastu minut w kolejkach, zarówno tych do kas biletowych, jak i kontroli przeprowadzanej przez ekipę odpowiedzialną za bezpieczeństwo w trakcie zabawy. Jest to niewątpliwie konieczne, jednak nie oszukujmy się – człowiek z natury jest niecierpliwy i stanie w ulicznych korkach, na światłach i tym podobnych rozrywkach dnia codziennego nie należy do naszych ulubionych czynności. Tym razem jednak nie był to czas zmarnowany, gdyż w trakcie oczekiwania na swoją kolej, mogliśmy oglądać wysiłki artystów tworzących ogromne graffiti tuż przy wejściu. Wtedy jeszcze nic nie wskazywało na to, jaki będzie efekt końcowy – a trzeba przyznać, że był imponujący! W powietrzu roznosił się zapach sprayu, który w połączeniu z delikatnym nerwowym napięciem kolejkowiczów, tworzył niepowtarzalny klimat.
Zamykając jednak temat kolejek, chcielibyśmy zwrócić uwagę na pewną logistyczną niekonsekwencję przygotowań całego koncertu. Organizatorzy studenckiej imprezy rokrocznie popełniają ten sam błąd, mianowicie zdecydowanie zbyt późno otwierają kasy biletowe, czego następstwem są wspominane wyżej zatory. Czy nie lepiej byłoby umożliwić uczestnikom zabawy wejście na teren imprezy np. godzinę, a nawet dwie przed jej rozpoczęciem? Nie zmieni to pewnie sposobu myślenia osób, które wybierają się na koncert na ostatnią chwilę, a ich właśnie jest najwięcej, jednak byłoby to ułatwienie dla tych, którzy chcieliby obejrzeć również support, a stojąc w kolejce jest to czasem niemożliwe. Może pora na zmiany w tej kwestii?

Nowe miejsce, nowa specyfika

Na razie zadowolić musimy się jednak wyłącznie zmianą miejsca odbywania się koncertu. Łasztownia to teren o wiele większy niż ten zajmowany przez parking Wydziału Filologicznego przy al. Piastów. Niesie to ze sobą o wiele więcej możliwości – większa scena, więcej ludzi i więcej atrakcji (oczywiście poza samym koncertem) takich jak: specjalnie usypana miniplaża czy namiot z muzyką klubową (niezbyt jednak oblegany). Będąc przy temacie namiotów: ciekawostką okazał się ten, z którego w pewnym momencie w niezrozumiały dla uczestników sposób wyleciało… kilkanaście puszek znanego i lubianego piwa spożywanego głównie przez panie. Komu udało się załapać na tę wyjątkową „promocję”, zaoszczędzić mógł co najmniej kilka złotych. Tajemnicą pozostanie natomiast, czy była to akcja zaplanowana, czy może jednak wypadek przy pracy.
To, czego natomiast nie dało się nie zauważyć, to śmieci, zapewne nieuprzątnięte z poprzednich dni imprezy. Brawo! Jak tak dalej pójdzie, to w sobotę studenci będą mogli pływać wśród plastikowych kubków, puszek i innych symboli dnia wczorajszego niczym w basenie kolorowych piłeczek. Sounds like fun!

Zaczynamy!

Imprezę otworzył i poprowadził doskonały jak zwykle Wujek Samo Zło. Jego charakterystyczny głos słychać było jeszcze w kolejce do wejścia, gdyż na dobry początek postanowił on pofreestylować razem z jednych z zaproszonych gości, Racą. Krótko po godzinie 19 Wujek powitał wszystkich na Juwenaliowym Dniu Hip-Hopowym i zapowiedział pierwszych wykonawców. A co sam prowadzący sądzi na temat naszego miasta i wczorajszej imprezy?
Wujek Samo Zło: Szczecin to dla mnie na pewno dużo wspomnień, imprezy breakingowe, imprezy graffiti pod Pleciugą, wiele fajnych koncertów, juwenalia z konkretną hip-hopową tradycją. Dziś mamy tutaj bardzo dobrą atmosferę, przyszło naprawdę dużo ludzi. Jest z nami O.S.T.R, jest Grubson, są chłopaki z Hemp Gru, śmiało można powiedzieć, że mamy dzisiaj najlepszą imprezę w Polsce, a może i nawet na Świecie! [śmiech]
Sam dzisiaj nie nawijam, mam trochę inną rolę, staram się krótko zapowiadać wszystkich wykonawców bo program jest napięty, a ekipa naprawdę mocna.

Tymi i Roka

Dwaj młodzi, ale już docenieni muzycy ze Szczecina. Startowali na bitwach fristajlowych w całej Polsce i co więcej, odnoszą na nich sukcesy. Dla juwenaliowej publiki przygotowali kilka zapadających w pamięć kawałków – w tym utwory z najnowszego albumu którego premiera odbędzie się za miesiąc. Już na początku koncertu zaserwowali publice ogrom pozytywnej energii. Niebawem na Arcyportalu pojawi się wywiad z Roką – przeczytajcie koniecznie!

DSCF0388 400x3001 Juwenalia przez podwójne H!

Raca

Raper promował na juwenaliach swój album Bobby Fisher. Wcześniej nagrał płytę Samotność, wolność, pasja wspólnie ze Stoną i Dj’em Ike’iem która wydana została w wytwórni ToSięWytnie, której właścicielem jest warszawski raper Pan Duże Pe. Wśród wykonanych na scenie utworów znalazły się m.in. Stroboskopy (nagrane razem ze szczecińskim składem PMM), Nikt nie ma na mnie wpływu i Gran Turismo.

g Juwenalia przez podwójne H!

Tony Jazzu

Tłum przed sceną zgęstniał gdy pojawił się na niej Tony Jazzu, którego szczerze mówiąc na początku nie poznaliśmy (gdzie podziały się jego dredy???). Członek ekipy Stoprocent zaprezentował materiał ze swojej solowej płyty pt. Dla każdego oraz mixtape’u Świat już nie będzie taki sam. Wykonał m.in kawałek Wiem co mam mówić, nagrany z Reną, na juwenaliowej scenie wykonany jednak solo. Byli też Wandale do których niedawno nakręcono teledysk. Gościnnie obok Tony’ego w jednym z utworów pojawił się inny szczeciński raper, Sage. Kawałek O nie, o którym mowa, to follow up utworu Mos Defa pod tytułem… Oh no. Tony oraz Sage opowiedzieli nam w nim jak należy zachować się, jeśli zostalibyśmy zatrzymani przez policję za posiadanie niewielkiej ilości marihuany.
Na koniec usłyszeliśmy dynamiczny utwór dedykowany wszystkim wielbicielom szybkiej jazdy przy użyciu czterech kółek Robimy dym.

Arcy: Jesteś już po swoim występie, jak poszło?
Tony Jazzu: Przede wszystkim jestem dzisiaj chory. Duszący kaszel, daje mi popalić. Martwiłem się przykładowo o to, czy dam radę pojechać cały numer. Udało mi się. Jeżeli ktoś to wyłapał to jest kotem [śmiech]. Starałem się zrobić jak zawsze perfekcję z mojego występu.
Arcy: Niedługo w Szczecinie Marsz Wyzwolenia Konopi, będziesz tam?
Sage: Jasne, że będę. Nie tylko ja, będziemy tam z całą Spółdzielnią. Nie mówię, że będziemy prowadzić marsz, bo od prowadzenia są organizatorzy, ale oczywiście wspieramy inicjatywę. Zawsze za!

Już niebawem na naszym portalu pełne wersje wywiadów z Tonym i Sage’m.

hh Juwenalia przez podwójne H!

Pezet i Małolat

Rozmawiając z wieloma osobami i przeglądając dyskusje internetowe przed koncertem można było dojść do wniosku, że najbardziej wyczekiwanym koncertem hip-hopowego piątku jest występ duetu Hemp Gru. Po powrocie z imprezy mamy co do tego wątpliwości, ponieważ gdy na scenie pojawiło się warszawskie hip-hopowe rodzeństwo znajdowało się pod nią już morze ludzi, a temperatura w tłumie wyraźnie się podniosła. Nikomu nie przeszkadzało nawet to, że zgodnie z teorią innego warszawskiego rapera, Eldo, najtrudniej jest grać koncert na wolnym powietrzu kiedy nie jest jeszcze do końca ciemno – ludzie nie bawią się tak spontanicznie, kiedy wiedzą, że sąsiad stojący obok może obserwować go nieco uważniej.
Podczas występu można było usłyszeć nie tylko kawałki z ich wspólnej płyty pt. Dziś w moim mieście, ale również utwory z repertuaru Płomienia ’81 ( Pezet + Onar ) czy kawałki z solowych płyt braci. Las podniesionych rąk mówił sam za siebie – występ się podoba! Ostatnim wykonanym numerem było Gdyby miało nie być jutra z Muzyki rozrywkowej Pezeta. Przed ostatnim utworem wykonawcy wyznali, że dają z siebie dziś wszystko, by publiczność bawiła się tak, jakby to miała być ostatnia impreza w ich życiu. Czyżby wierzyli w zapowiadany na dzisiaj koniec świata?

Hemp Gru

Po godz. 21.30 na scenę wszedł zespół Hemp Gru. Wszedł, jak przez moment się wydawało, w osłabionym składzie – zamiast Wilka na scenie pojawił się Żary, wystąpił gościnnie w kawałku Jedność z najnowszego albumu grupy. „Gdzie jest Wilku?” słychać było pytania. Na szczeście po zakończeniu pierwszego utworu Wilku już był na scenie.
Jak można określić występ Hemp Gru? Manifest. Dominowała tematyka legalizacji marihuany (i skandowane „Sadzić, palić, zalegalizować!”), namawianie publiczności do wzięcia udziału w Marszu Wyzwolenia Konopii. Pojawiły się też kawałki szerzące nienawiść do policji (obecność służb przy wejściu dodawała atmosferze wyjątkowego smaku). Pod koniec występu pojawił się też utwór 63 dni chwały o Powstaniu Warszawskim, który bardzo poruszył zgromadzoną publiczność.
Ostatnim utworem wykonanym przez grupę na Juwenaliach był utwór To jest to z albumu Klucz wydanego w 2004 roku.

Arcy: Jesteście już po występie, jak oceniasz dzisiejszą imprezę?
Żary: Atmosfera gorąca, bardzo dużo ludzi. Chociaż deszcz trochę popadał, to i tak nikogo nie pogoniło [śmiech].
Arcy: Jak idzie promocja Waszej najnowszej płyty?
Żary: Idzie bardzo dobrze, jest naprawdę mocne zainteresowanie. W ciągu trzech dni uzyskaliśmy status złotej płyty, więc jesteśmy zadowoleni.
Arcy: Jak traktujecie takie imprezy, wiadomo, że najczęściej gracie w klubach, dzisiaj plener, juwenalia…
Żary: Jest bardzo sympatycznie. Nie gramy za często na takich imprezach, tak jak mówisz, zazwyczaj są to kluby. Najważniejsza i tak jest atmosfera.
Arcy: Jak oceniasz poziom dzisiejszej imprezy, wykonawcy chyba z najwyższej półki?
Żary: Tak, można tak powiedzieć, ale przede wszystkim organizacja. Wszystko jest bardzo sprawnie zorganizowane, a artyści swoją drogą – muszą zrobić swoje.
Arcy: Powiedz, jak wspominacie Szczecin, planujecie przyjechać do naszego miasta z promocją Jedności?
Żary: Tak naprawdę to nasz drugi koncert w Szczecinie odkąd istnieje Hemp Gru. Akurat jeśli chodzi o trasę promującą Jedność nie będzie nas w Szczecinie, ale nic straconego, niedługo wychodzi Jedność i Braterstwo, postaramy się do Was zawitać.

Grubson

Niespożyta energia, jedno z bardziej charakterystycznych flow polskiej sceny hip-hopowej (a także ragga, reggae i dancehall ), doskonała dykcja umożliwiająca przyspieszanie i zwalnianie w dowolnym momencie wykonywania utworu – Panie i Panowie reprezentant Super Grupy oraz 3oda Kru, Grubson we własnej osobie. Był to prawdopodobnie najdłuższy i najbardziej pobudzający koncert całego wieczoru. Artysta zaprezentował wszystko to, co na płytach O.R.S. oraz Coś więcej niż muzyka najlepsze. Nie zabrakło więc utworów takich jak: Na szczycie, Inny świat czy Fejm. Ciekawym pomysłem Grubsona okazała się prośba o zgaszenie wszystkich świateł na scenie, a następnie namówienie zebranych pod nią ludzi do wyciągnięcia swoich telefonów komórkowych i zaświecenie nimi w kierunku artysty. Efekt: podobno niesamowity.

O.S.T.R.

Wreszcie na zakończenie gość, na którego czekała cała studencka (i nie tylko) brać. Człowiek, który pokazuję jak wiele można zrobić dla swoich fanów, dla muzyki, dla hip-hopu. Na koncert do Szczecina Ostry przyjechał z zapaleniem płuc, ale jak sam mówi, zagrałby tu nawet gdyby miał zginąć na scenie, bo byłby to dla niego prawdziwy zaszczyt. Jest to artysta jedyny w swoim rodzaju. Prawdopodobnie nikt nie potrafi tak skutecznie i łatwo zyskać sympatii publiki, niezależnie od etapu zmęczenia, bólu nóg czy późnej godziny. O.S.T.R. pojawił się na scenie wraz z ŁDZ Orkiestrą, Kochanem, którego sam nazywa swoim bratem, oraz Dj’em Haemem. Gościnnie w jednym z utworów (Daj mi bit) wystąpili również panowie z PMM, Wężu i Głowa. Materiał zaprezentowany przez Adama składał się zarówno z klasycznych utworów pochodzących z pierwszych płyt (Kochana Polko, Ile jestem w stanie dać, Ostry na prezydenta), jak i kawałków z ostatnich lat, a nawet miesięcy, takich jak Nie odejdę stąd ze Złodziei zapalniczek czy Szpiedzy tacy jak my z płyty Jazz, dwa, trzy. Nie mogło zabraknąć również tribute’u dla zmarłych, bez których o rapie, a właściwie całej kulturze hip-hopu, nigdy byśmy nie usłyszeli. Zwrotą z utworu Oddałbym Ostry oddał hołd artystom takim jak Tupac, Big L, Nate Dogg, a przede wszystkim Magik.
Ostry dużo mówił i przywiązaniu do Szczecina, o przyjaciołach z tego regionu, o swoim pierwszej bitwie freestyle’owej w naszym mieście w 2000 roku. Dużo opowiadał również o swoim życiu prywatnym, o żonie, synu, mamie chorej na raka. Pokazał tym samym jak bardzo wrażliwym, a zarazem szczerym i prawdziwym jest artystą.

O.S.T.R. nie jest jednak jedynym raperem, który wczorajszej nocy zadbał o to, aby poprawić nieco, niestety nadal negatywny, wizerunek rapera w oczach ogółu społeczeństwa. Naszą uwagę szczególnie zwrócił pewien niepełnosprawny mężczyzna goszczący razem z pozostałymi akredytowanymi na backstage’u. Został on przyjęty przez arytystów wyjątkowo serdecznie, a raperzy bardzo chętnie odpowiadali na jego pytania. Nie było w tym nic, co określić można by działaniem na pokaz, wynikało to wyłącznie z odrobiny empatii, której tak często brakuje nam w codziennym biegu.

Ludzie powoli się rozchodzą, jedni do domów, drudzy na kolejną imprezę, a jeszcze inni do okolicznych fastfoodów w celu uzupełnienia energii wykorzystanej podczas fantastycznego widowiska. Po koncertach takich jak ten możemy spokojnie wyrazić opinię, że hip-hop nie umarł, jest w doskonałej formie, rozwija się i zostanie z nami do końca. W końcu to właśnie ta muzyka, wychowała nas od podstaw…


Autorzy: Dagmara Szymecka
Radosław Perz
Kamil Hawro

Czytaj także:

avatar

O Kamil Hawro

Uczulony na ludzką głupotę i ignorancję, których niestety nie zawsze sam wystrzega się w swoim postępowaniu, realista, usiłujący mimo to patrzeć na otaczającą rzeczywistość z lekkim przymrużeniem oka. Student dziennikarstwa ceniący konstruktywną krytykę podpartą argumentami z których ma szansę wyciągać wnioski; wielbiciel dobrego i nieszablonowego kina, wciągającej książki i inspirującej muzyki właściwie każdego gatunku. Nadal poszukujący własnych wzorców.