Recenzujemy! Pod lupę: „Między światami”

Wyobraź sobie, że w tragicznym wypadku tracisz jedną z najbliższych Ci osób. Co wtedy poczujesz? Jeżeli coś podobnego nie dotknęło Cię wcześniej, zapewne trudno będzie Ci opisać i wyrazić swoje...

Wyobraź sobie, że w tragicznym wypadku tracisz jedną z najbliższych Ci osób. Co wtedy poczujesz? Jeżeli coś podobnego nie dotknęło Cię wcześniej, zapewne trudno będzie Ci opisać i wyrazić swoje emocje.

Opisu emocji podjął się John Cameron Mitchell w filmie „Między światami”. Na warsztat wziął on historię małżeństwa (które zagrali Nicole Kidman i Aaron Eckhart), próbującego poradzić sobie po stracie ukochanego dziecka.  Uczęszczają na spotkania z grupą wsparcia, jednak z marnym skutkiem. Wciąż obwiniają się wzajemnie za wydarzenia, które diametralnie zmieniły ich życie. Gdy Becca (w tej roli Kidman) pewnego dnia spotyka chłopca, który odpowiada za śmierć jej dziecka, zaprzyjaźnia się z nim. Ta znajomość daje jej siłę do wzięcia losu we własne ręce.

Główni bohaterowie spotykają na swojej drodze osoby z podobnymi doświadczeniami – i każda z postaci w inny sposób radzi sobie z bólem. Ukojenia szukają w Bogu, grupie wsparcia, romansach czy w narkotykach. Uciekają w nowe, nieznane miejsca i chcą zostawić wszystkie wspomnienia za sobą. Wskakują do króliczej nory [patrz: oryginalny tytuł filmu - „Rabbit Hole” - przyp.red.] aby pójść nową drogą i zacząć lepsze życie.

Jest to trudny i długotrwały proces, okupiony łzami i zwątpieniem.  Okres uporządkowania własnych emocji, które w„Między światami” są najistotniejsze. Akcja w tym filmie zostaje ograniczona do minimum. Ale czy to oznacza, że jest nudny? W żadnym wypadku. Mimo, że pozornie dzieje się niewiele, to napięcie rośnie z każdą minutą. Napięcie to kryje się w emocjach. Powoli poznajemy szczegóły sytuacji, a to za sprawą rozmów i zachowań postaci. To film domysłów.

Szczególne uznanie należy się za perfekcyjne wykreowanie bohaterów za pomocą emocji. Gdyby nie duet scenarzysta-reżyser oraz świetni aktorzy, ten sam pomysł na film, mogłabym skomentować jedynie ziewnięciem. A przy produkcji Mitchella – i łezka w oku się zakręci, i serce na końcu ucieszy. Happy endu nie ma, lecz jest nadzieja – nadzieja na pogodzenie się z życiem, i na to, że wszystko się ułoży.

Jedyne, co mogłabym skrytykować to polską dystrybucję (film miał światową premierę we wrześniu 2010 roku, w Polsce w kwietniu 2011) i promocję filmu. Pomyłką jest porównywanie „Między światami” z „Uwierz w ducha” czy „Innymi”. Straszydeł, ani umarłych powracających zza grobu, w filmie Mitchella nie ma. Dlatego Ci, którzy skuszą się na obejrzenie „Między światami” kierując się hasłem reklamowym, mogą poczuć się zawiedzeni. Wątpię jednak, by ukazana w filmie historia kogoś nie wzruszyła. Obraz ten można interpretować na wielu płaszczyznach, dlatego też moja ocena nie odda w pełni jego charakteru. Każdy z osobna powinien wejść w tę „króliczą nore” a na samym jej dnie odnaleźć przesłanie, które ten film niesie właśnie dla niego.

Foto by Thomas Hawk

Czytaj także:

Tagi: ,
avatar

O Dagmara Szymecka