To wydarzenie przypadnie do gustu wszystkim fanom brzmień alternatywnych i studenckich, a także raczkujących jeszcze, niekiedy, kapel. Na tę wielką porcję dobrej muzyki możecie liczyć już 16 maja o godzinie 16.00 w Centrum Kultury Studenckiej Pinokio podczas Przeglądu Kapel Studenckich w ramach szczecińskich Juwenaliów 2011. Na tę najlepszą czeka nie lada wyróżnienie – występ na wielkiej scenie Juwenaliów podczas finałowego koncertu w sobotę 21 maja!
Jednym z zespołów, którego nie mogło zabraknąć podczas tej imprezy jest But Pana Much - grupa ambitnych i, co najważniejsze, zdolnych chłopaków z Kamienia Pomorskiego – 2 Bartków, Filip, Michał i Tomek. Mimo że zespół istnieje około pół roku, na scenie czują się doskonale, co zresztą widać, a przede wszystkim słychać. O ich nietuzinkowej nazwie, dozgonnej miłości do muzyki i sposobie na tremę opowiedział mi basista zespołu – Filip Kuziemko, student logistyki.
Zacznijmy od tego co ciekawi mnie najbardziej, czyli od nazwy zespołu – But Pana Much. Jest wyjątkowo oryginalna i nietypowa – skąd pomysł i czy wasz słuchacz, odbiorca powinien się doszukiwać w niej jakiegoś znaczenia?
Wielu ludzi się nad tym zastanawia – co to jest? Ale tak naprawdę ja sam nie mam pojęcia. Siedzieliśmy kiedyś cały dzień i myśleliśmy nad jakąś fajną nazwą. Jedną z propozycji było The Colt, ale niestety okazało się być już zajęte. Później stwierdziliśmy, że skoro mamy piosenkę But Pana Much, to czemu nie wykorzystać tego do nazwy. Myślę jednak, że nazwa dla większości z nas nie jest wszystkim, nie jest najważniejsza. Pewnie nawet nie byłoby jej do tej pory, gdybyśmy nie zaczęli grać koncertów. Przyszedł WOŚP i polecenie – chłopaki musicie dać nazwę, bo trzeba dać to na plakacie.
Jak wygląda podział ról w zespole? Kto na czym gra, który z was zajmuje się śpiewaniem? I przede wszystkim, jak powstają wasze piosenki – bo macie ich kilka na swoim koncie?
Bartek Pawłowski jest naszym frontmanem, czyli wokalistą. Zanim do zespołu doszedł Tomek Stawiński, grał jeszcze na gitarze. Jego brat – Michał Pawłowski gra na gitarze solowej. Na perkusji gra Bartek Lupa no i ja – na basie. Bartek z Michałem, czyli bracia, już dość długo grają razem. Piosenki, które gramy, są właśnie ich, ale wcześniej grali je tylko na klasycznych gitarach.
Czyli teksty również napisali oni?
Tak, Bartek Pawłowski pisze teksty i śpiewa. Ale jest tak, że on rzeczywiście ma coś do powiedzenia, nie są to tylko zwykłe suche teksty. Jeśli chodzi o muzykę – podczas prób każdy daje coś od siebie. Bartek pisze tekst do tego co powstanie. Ewentualnie, jak komuś przyjdzie wena, układa całą piosenkę, którą wszyscy musimy skonsultować, czasem coś pozmieniać.
Kiedy znajdujecie czas na próby i wspólne granie? Nie macie z tym kłopotu? Przecież każdy z was uczy się, studiuje, pracuje?
Kiedy znajdujemy czas? O, to jest dobre pytanie. Ogólnie czasu mamy bardzo dużo, ale jest tak, że w niedzielę próby mamy zazwyczaj ustawione, bo korzystamy z salki w Kamieniu, w której obowiązuje terminarz i każdy ma ustalony inny dzień, inną godzinę. My akurat mamy zawsze w niedzielę. Ale jeśli przyjeżdżam do domu w środę i wszyscy jesteśmy na miejscu a sala nie jest zajęta, gramy. Nie mamy sztywnego harmonogramu, oczywiście najwięcej prób jest przed koncertami.
Powiedz mi w takim razie, jak traktujecie tę swoją grę? Czy to jakieś poważne plany na przyszłość, czy może tylko taka zabawa?
No… nie wiem. To polega na tym, że fajna zabawa na pewno jest, ale chciałoby się również coś podziałać. Wiadomo, nie można sobie powiedzieć: pieprzyć wszystko, będziemy tylko grać! Wszyscy chodzimy do szkoły, uczymy się, pracujemy. Gdyby nam wyszło, byśmy się gdzieś wybili, to może wtedy. Jeśli poczulibyśmy, że naprawdę te drzwi się otworzyły, można by było zająć się tylko tym. Póki co, jak mamy okazję gdzieś się pokazać, to jedziemy wszędzie, żeby właśnie tę szansę wykorzystać.
Pochwal się, gdzie mieliście okazję się już pokazać?
Gdzie byliśmy… No, właściwie teraz zaczęło się tak bardziej kręcić. Pod koniec tamtego roku zaczęliśmy razem grać a na WOŚPie w Kamieniu mięliśmy swój pierwszy koncert. Później zagraliśmy, a raczej zorganizowaliśmy z zaprzyjaźnionym kamieńskim zespołem taki minifestiwal muzyki rockowej. Była to pierwsza taka impreza w naszym mieście i przyszło bardzo wielu ludzi. Później graliśmy na majówce, a teraz będziemy grali tu, w Szczecinie. I 28 maja gramy, nie wiem jeszcze gdzie, ale jest okazja, to czemu by nie.
A gdybyś miał przypisać waszą muzykę do jednego konkretnego gatunku to byłby to…?
O, i tu jest pies pogrzebany! Hm… rock. Wcześniej, jak nie było jeszcze Tomka Stawińskiego, był bardziej lekki. Ale nie mamy tak, że mówimy: ta piosenka nie jest rockowa, to jej nie gramy. Ciągle szukamy nowych pomysłów, żeby ulepszać stare piosenki dźwiękowo i nie tylko.
W muzyce jest tak, że każdy na kimś się wzoruje – stara naśladować, albo po prostu czerpać inspirację. Jak jest w waszym przypadku? Czy But Pana Much ma swoje muzyczne guru?
Bracia Michał z Bartkiem lubią The Doors, ja z Bartkiem Lupą – Arctic Monkeys, a Tomek to klimaty typu Slayer. I to jest właśnie fajne, że każdy z nas lubi jakąś inną kapelę.
Czym dla Ciebie jest scena?
Dla mnie scena jest głównie po to, żeby się pokazać, ale to na chwilę obecną. Myślę, że gdybyśmy mieli już swobodę działania, bylibyśmy na przykład wypromowani, to scena służyłaby po to, żeby pokazać ludziom swoje pomysły i przekazać to, co mamy do przekazania.
A co macie ludziom do przekazania?
Może to, żeby nie traktować życia tak na „ spinie”.
Więcej luzu?
Tak, totalnie! A muzyka właśnie w tym pomaga.
Macie tremę przed wyjściem na scenę?
Na pierwszym koncercie zawsze masz tremę, później już taką minimalną. Dobrze jest wypić dwa piwa przed koncertem, bo wtedy masz włączone myślenie, ale jest gra na tzw. lajcie. Na trzeźwo łatwo jest grać, ale trudniej przestać myśleć o tym, że jesteś na scenie i ci wszyscy ludzie na Ciebie patrzą.
Poniedziałkowy koncert już wkrótce. Jakie macie zamiary czy też nadzieje związane z tym występem, w pewnym sensie konkursem? W końcu będziecie walczyć o grę na wielkiej scenie Juwenaliów 21 maja.
Zamiary mamy takie, żeby pojechać, zagrać… i wygrać. Nie no, gramy ze sobą od pół roku, a pojawią się na pewno kapele z kilkuletnim stażem. Gdy grasz z kimś, załóżmy, pięć lat, to wszystko jest takie zlane, piękne. Ale zobaczymy, jest okazja, to czemu nie spróbować? Jeśli nie wygramy, to i tak będziemy się cieszyć. Będą nasi znajomi, na pewno zobaczą nas jacyś inni ludzie i będzie fajnie.
Spróbuj przekonać czytelników Arcyportalu do wzięcia udziału w imprezie, no i przede wszystkim do posłuchania i obejrzenia was!
Jeśli macie ochotę posłuchać kapel, których nie znacie – i nie mówię tylko o naszym zespole, ale ogólnie o przeglądzie – to zapraszam. Na pewno będzie szansa posłuchania czegoś zupełnie innego i nowego oraz przekonania się czy jest to ciekawe, czy nie. Fajna zabawa na pewno będzie!
Dzięki za wywiad, życzę dobrego grania i do zobaczenia na koncercie!
Dzięki.
Czytaj także:
Senat Uniwersytetu Szczecińskiego uchwalił powołanie nowego wydziału - Kultury Fizycznej i Promocji ...
Za nami drugi dzień tegorocznych Juwenaliów. Po rockowych szaleństwach przyszedł czas na scenę regga...
W plebiscycie „Patrzcie, Polska! Wybieramy naszą wizytówkę na Street View” oddano ponad 115 tys. g...













