O pływackich ME słów kilka

Spore zaskoczenie. Chyba tak mogę podsumować zakończone w ubiegłą niedzielę Mistrzostwa Europy w pływaniu. Dyscyplina to mało popularna. Nie tak na czasie, jak piłka nożna czy siatkówka. Ktoś by powiedział...

Spore zaskoczenie. Chyba tak mogę podsumować zakończone w ubiegłą niedzielę Mistrzostwa Europy w pływaniu. Dyscyplina to mało popularna. Nie tak na czasie, jak piłka nożna czy siatkówka. Ktoś by powiedział – nudne taplanie się w wodzie od ściany do ściany. Ale Szczecin przez ostatnie cztery dni żył właśnie pływaniem.

Zmierzając pierwszego dnia Mistrzostw w kierunku Floating Arena w głowie kłębiły mi się myśli – co z tego będzie, jak wiele wpadek zaliczy Szczecin, czy miasto podoła organizacji takiej imprezy, wreszcie czy polskie pływanie czeka wielkie odrodzenie. Szczerze mówiąc spodziewałam się wielkiej klapy. A tu niespodzianka!  Ale od początku.

Polaków wielkie pływanie

Od dłuższego czasu, w krajowym pływaniu, mówiąc krótko, bywało różnie. Gdzieś z tyłu głowy miałam wspaniałe wyniki Otylii Jędrzejczak, czy naszych szczecińskich pływaków Mateusza Sawrymowicza, Przemka Stańczyka, czy Kasi Baranowskiej. Ale nie ma co kryć, Polskie pływanie osiadło na mieliźnie. Pewnie dlatego też nie spodziewałam się, że tym razem może wydarzyć się coś zaskakującego. Myliłam się. I całe szczęście! Poziom samych zawodów był naprawdę wysoki, ale to co pokazali Polacy, określić mogę jedynie  – „czepki” z głów! 5 złotych medali (dwa krążki Radka Kawęckiego, jeden Mateusza Sawrymowicza i dwukrotny tytuł mistrza dla Konrada Czerniaka) oraz dwa brązowe medale (Pawła Korzeniowskiego i Konrada Czernika) – to wielki sukces. Jakby nie patrzeć, jesteśmy wielką pływacką siłą w Europie. A te wyniki to także niezły prognostyk przed olimpiadą w Londynie.

Kibice pokazali klasę

Z pewnością naszej reprezentacji skrzydeł dodali kibice.  Start przed własną publicznością to zawsze duża presja, ale i ogromna pomoc. A szczecińska publika pokazała,  co znaczy kibicować. Wrzawa na trybunach, gdy startował jeden z ” naszych”, niesamowity doping, powodujący ciarki na całym ciele – atmosfera godna wielkiej imprezy. Uwierzcie mi – coś niesamowitego. Będąc związaną z pływaniem przez wiele lat, nigdy nie sądziłam, że spotka mnie coś równie zaskakującego, mającego związek z pływaniem. Kto by pomyślał, że pływanie może być tak ekscytujące. A nieustanna wrzawa na trybunach tylko potwierdza moje słowa. Sami pływacy, nie tylko Ci z Polski, na każdym kroku podkreślali, że szczecińska woda i publiczność niesie ich jak szalona. Oni chyba wiedzą co mówią.

Organizacyjnie też całkiem nieźle

No dobrze. Wyniki fantastyczne, kibice świetni. Myślę więc – organizacyjne coś musi się posypać. Jednak nie. Tu także spore zaskoczenie. Od samego początku wszystko szło bardzo płynnie. Niebywałe. Przed Mistrzostwami dałabym głowę, że coś pójdzie nie tak, jak powinno. Kolejny raz się myliłam. No i całe szczęście! Oczywiście, drobne uchybienia techniczne pewnie się zdarzały, bez takich nie ma wielkich imprez, ale jakby rozpływały się w powietrzu. Memu wnikliwemu oku umknęły. Jedyne słowa krytyki, które usłyszałam ze strony kibiców, to zamieszanie związane z biletami, zmianami miejsc na trybunach, dość restrykcyjny sprawdzaniem, czy aby na pewno każdy siedzi na swoim miejscu. Niby zrozumiałe, takie są wymogi, jednak nie dajmy się zwariować.

To były na prawdę niesamowite cztery dni. Wielkie pływanie, wielkie emocje i wspaniała oprawa – czyli szczecińskie Mistrzostwa Europy w pływaniu. Cieszę się, że mogłam w tym uczestniczyć. A kto nie był, może tylko żałować. Nie jest to zwykłe lanie wody. W Szczecinie naprawdę się działo!

 

 

 

 

Czytaj także:

avatar

O Ewelina Solowiej

Kocha rzeczy, które dla innych wydają się dziwne. Bez reszty zakochana w Szekspirze. Ma bzika na punkcie Tima Burtona, książek i sportu. Wszystko zawsze musi mieć zapięte na ostatni guzik, przez co ciężko ze nią wytrzymać:). Praca dziennikarza jej największym marzeniem, które z konsekwencją ma zamiar realizować. Więc, na pewno, jeszcze o niej usłyszycie :)