Do „Robokalipsy” Daniela H. Wilsona usiadłam z nieukrywaną ciekawością, ale i lekką obawą. Fantastyka to zdecydowanie nie mój klimat, jednak ta książka miała być wyjątkowym wydarzeniem na rynku czytelniczym. Czy była? Według mnie nie.
Ciekawa okładka, rekomendacja Stephena Kinga i Stevena Spielberga, dobre recenzje – pomyślałam: „to może być dobra książka”. Tym bardziej, że opis wskazywał, na podobieństwo do klasycznego zbioru opowiadań science-fiction Isaaca Asimova „Ja robot”. Mieszanka fantastyki i thrillera, bunt robotów, wizja końca świata za sprawą maszyn – taka miała być „Robokalipsa”. A co otrzymaliśmy?
Kilka historii, jeden zabójca
Lektura ta to zbiór opowieści o teoretycznie niepowiązanych ze sobą ludziach. W pewnym momencie na ich drodze stają żądne krwi, nastawione na zabijanie, zbuntowane roboty. Warto dodać, że wcześniej, roboty była stałym elementem krajobrazu świata ludzi. Technologia, automatyka życia, era świata całkowicie skomputeryzowanego. Maszyny stały się poniekąd przyjaciółmi człowieka. Jednak przyjaciółmi przez niego kontrolowanymi. Do czasu. A wszystko za sprawą naukowca, który chciał stworzyć istotę idealną. O nieskończonej wiedzy, która będzie służyć człowiekowi. Niestety jedna z prób kończy się stworzeniem maszyny do zabijania. Archos – robot morderca, wszczepia w umysł każdej z maszyn jeden cel – zagładę ludzkości i przejęcie władzy. Początek każdego rozdziału to krótki opis początku wojny maszyn i ludzi.
Nowa Wojna
Wszystko rozpoczęło się od pojedynczych przypadków ataków robotów na człowieka. Krótkie historie pojedynczych osób zaatakowanych przez maszyny. Robot-ukochana pewnego Azjaty, szalona maszyna w sklepie spożywczym. Jednak z czasem takich przypadków było coraz więcej. Chwilę potem to maszyny zapanowały nad światem. Znaleźli się jednak ludzie, którzy postanowili sprzeciwić się robotom, odzyskać swoją pozycję na świecie i zgładzić maszyny. Relację z walk zdobywamy dzięki nagraniom z kamer.
Ciekawy pomysł, wykonanie dużo gorsze
Książka Wilsona, wydana przez Znak, z początku wydała mi się interesującą pozycją. Pomyślałam: „spróbuję czegoś nowego”. Niestety po kilku stronach, zaczęłam zastanawiać się czy to była dobra decyzja. Książkę czytałam z bólem, każdą kolejną stronę przerzucałam z oporem. Nie mam na myśli języka, jakim pisze autor. Książka napisana jest dobrze. Jednak prezentacja kolejnych wątków zwyczajnie mnie nudziła. Oczywiście pojawiało się kilka zaskakujących wątków czy sytuacji, jednak to niewiele jak na tak obszerną książkę. Może przyczyną mojego zniesmaczenia podczas lektury, jest moja niewiedza i sceptyczność związana z tym gatunkiem ? Może po prostu nie zrozumiałam przekazu książki ? A może „Robokalipsa” nie jest dla każdego? Dla mnie na pewno nie. Jednak wydaje mi się, że mimo ciekawego pomysłu, sama realizacja książki, jest zwyczajnie nietrafiona.
Kilka pozytywów na koniec
Same, bardzo szczegółowe, opisy ataków robotów czytało się przyjemnie i momentami na jednym oddechu. Drastyczne opowieści świadków, nagrania z kamer działały na wyobraźnię. Ale nie da się ukryć, że reszta była tylko nużącym zlepkiem tekstu. Ciekawym rozwiązaniem było rozpoczęcie każdego z rozdziałów. Czytając, dosłownie miałam przed oczami obraz z monitoringu przemysłowego, bądź słyszałam nagrania dźwiękowe z wydarzeń. Czytając tę książkę, zrodziła się we mnie budująca myśl, że człowiek ma w sobie siłę, by walczyć o swoje istnienie. No i pomysł. Interesujący, mocno prawdopodobny w przyszłości, choć mamy wrażenie, że to już gdzieś było.
„Robokalipsa” to jedna nie najbardziej nietrafionych pozycji, jakie czytałam. Jednak to moja subiektywna opinia. Zapewne dla miłośników fantastyki i wizji świata zdominowanego przez roboty może to byś lektura, którą przeczytają z zapartym tchem. Czytałam tez kilka bardzo pozytywnych recenzji na temat tej pozycji. Dla wielu, którzy ją przeczytali, to lektura obowiązkowe, od której nie można się oderwać. A dla mnie? To zwyczajnie nie moja bajka…
Czytaj także:
„- Chcesz iść nocą przez dżunglę, gringo?! (...) Człowieku, przecież ty jesteś... Biały!“ Moi Dro...
W lutym minęło osiem lat od premiery ostatniego studyjnego albumu Guano Apes. Zapowiadana na wios...
Z ogromnym dystansem podchodzę do filmów, na które jest tzw. „wielki bum”. Zachwalane nadmiernie oka...








