Spektakl „Idiotki”, wystawiany w teatrze współczesnym, w reżyserii Marcina Wierzchowskiego, ukazuje mądrze, a zarazem bardzo odważnie stosunek mężczyzn do kobiet. Żywo i krytycznie mówi o kobietach, które dla mężczyzn zrezygnowały z własnych marzeń.
Celem przedstawienia jest potępienie płci męskiej za stworzenie świata, w którym kobiety muszą ponosić ofiarę za to, że są kobietami. Cierpią i są bezbronne wobec losu.
Spektakl jest na podstawie „Historii O” autorstwa Paulin Reage, „Dzienniczka św. Faustyny Kowalskiej” i „Alkestis” Eurypidesa. Marcin Wierzchowski połączył trzy bardzo różne teksty ukazujące jednak podobne postawy kobiet. O. staje się niewolnicą, która oddaje się każdemu nieznajomemu mężczyźnie, by zaspokoić oczekiwania najdroższego. Bohaterka Eurypidesa oddaje życie, aby ocalić męża. Natomiast Faustyna Kowalska to przykład całkowitego oddania się Bogu, które – poprzez cielesne udręczenie – prowadzi do świętości. Każda z tych kobiet stawia wobec siebie bardzo wysokie, a przy tym dziwaczne wymagania i dodatkowo, równie dziwnie, ocenia ukochanego. Kobiety – żona, święta i prostytutka, bez najmniejszego narzekania wykonują polecenia mężczyzny, który traktuje je jak przedmiot.
Wierzchowski fundamentem spektaklu uczynił teatralny eksperyment.
Wszystkie te kobiety zostały do niego zaabsorbowane. Reżyser Adam poddaje je skomplikowanej próbie. Staje sie on częścią spektaklu poprzez pełnienie roli prowadzącego. Wchodzi w interakcje z publicznością i przeprowadza licytację, której przedmiotem jest możliwość zrobienia sobie zdjęcia z O. W efekcie końcowym, głównym władającym okazuje się „Prowadzący”. Jednakże w mojej opinii kluczowym przedmiotem doświadczeń i odkryć staje się publiczność. To widz wyraża zgodę. Na scenie pojawia się naga aktorka przebrana za „sówkę”. Adam zachęca widzów do wzięcia udziału w licytacji, w celu zrobienia sobie z nią zdjęcia. Cena wywoławcza – 100 zł. Po dłuższej chwili osoba z publiczności przystępuje do akcji. Młody mężczyzna jest gotowy zapłacić, niestety pieniądze ma na karcie bankowej. I w tej chwili diametralnie zmienia się sytuacja. Adam proponuje, iż to on zapłaci mu 100 zł za rozebranie się na scenie i zrobienie zdjęcia. Mężczyzna podejmuje wyzwanie… Do końca nie wiadomo, czy był on zaangażowany w przebieg przedstawienia. Moim zdaniem nie, gdyż każdy z widzów mógł wziąć w nim udział. Poprzez takie zabiegi, współczesna sztuka teatralna kierowana jest do wysublimowanego odbiorcy, otwartego na interakcje i wyrażającego zgodę na bycie królikiem doświadczalnym. Z drugiej strony, poprzez swoje uczestnictwo, widz pragnie wpłynąć na przebieg i ostateczny wynik przedstawienia. Celem zabiegu było ukazanie hipokryzji publiczności, balansując przy tym na granicy dobrego smaku.
Istotnym narzędziem łagodzącym było światło. Jednostajne oświetlenie całego spektaklu, zaciemnianie sceny w kluczowych momentach, tworzyły rodzaj woalu, za którym postacie skrywały swoją nagość…
Przestrzeń sceniczna jest wielofunkcyjna. Jedno miejsce odzwierciedla wiele lokalizacji, zależnie od potrzeb scenariusza. Tego typu scenografię nazywa się symbolizującą. Muzyka jest ważnym składnikiem inscenizacji, organizuje ruch. Tworzy nie tylko nastrój, ale stanowi konkurencyjny, wobec słowa, składnik przedstawienia. Pełni funkcję ilustrującą, często uprzedza zachowania aktorów. Kostiumy kobiet stawiały je na jednym poziomie. Przypisały im niemo funkcje posługaczek eleganckich mężczyzn – pokojówek.
Spektakl może poszczycić się wspaniała grą aktorów. Najbardziej zainteresowała mnie postać Faustyny, granej przez Małgorzatę Klarę. Ujęła mnie napływem emocji w każdym wypowiadanym zdaniu i wykonywanym geście. Swoją grą zaintrygowała na pewno niejednego widza. Jej zaangażowanie i bezpośredni kontakt z widzem, wpływają na zatarcie granicy pomiędzy strefą gry, a strefą publiczności. Wyrazistość postaci i wrażenie prawdziwości ujmuje mnie, jako odbiorcę spektaklu.
Autor scenariusza stara się szokować. Łączy wyznania siostry Faustyny z wulgarnością i nagością. Mnogość tego typu sytuacji gubi przesłanie. Według mnie forma zagłuszyła treść. Reżyser „Idiotek” stara się przekazać widzom, że każda forma poświęcenia życia jest bezsensowna. Aktorki przez całe przedstawienie buntują się, próbują wyzwolić spod sideł władczych partnerów. Gdy tylko im się to udaje, panikują. Nie potrafią odnaleźć się w nowej sytuacji. Planowo bezplanowy scenariusz przypominał mi bardzo formę happeningu. Mimo zagubienia przesłania, próby „ogłupienia” widza, przedstawienie wywarło na mnie ogromne wrażenie.
Autor: Anna Stankiewicz
Czytaj także:
Wspomnienie komunizmu na Akademii Sztuki. Już dziś (5 stycznia) o godzinie 16.00 w Sali Senatu w Ak...
Już 19 stycznia, szczeciński klub Free Blues Club będzie miał zaszczyt gościć u siebie gwiazdę amery...
Gdy w duszy muzyka gra, to warto skorzystać z kulturalnej propozycji jaką oferuje nam Zamek Ksią...














